Wyścigi konneKrzysztof Romaniuk: Od kiedy Pan jeździ zawodowo?
Jerzy Ochocki: Przyszedłem na wyścigi w 1967r. To były inne czasy. Zaczynałem jeździć u trenera Lewandowskiego. Było wtedy bardzo ciężko, bo konkurencja była duża. Jeźdźcy byli doskonali technicznie, było także wielu uczniów. Jeździłem za czasów takich sław jak Jerzy Jednaszewki czy Arkadiusz Goździk. Obecnie młodzież jest mniej doswiadczona, wcześnie zaczyna, czasem jeździ niebezpiecznie. Nie mamy żadnych szkółek jeździeckich.
K.R.: Co zmieniłby Pan w naszych wyścigach?
J.O.: Te stare czasy niestety nie wrócą. Nie ma publiczności, potrzebne są reklamy i dotacje - to oczywiste. Kiedyś były szkółki jeździeckie dla tych co jeździli w stajniach. Obecnie nie ma nic, a to potrzebne, właściwie niezbędne. Nie ma młodzieży i jeśli się nic nie zmieni, niebawem nie będzie komu jeździć. Potrzebne jest też większe zaangażowanie organizatora, również finansowe.
K.R.: Czy ciężka jest codzienna praca w stajni?
J.O.: Nie, około 6 godzin dziennie, to nie jest problemem. Mamy pod opieką około 20 młodych koni, głównie dwulatków. Wszystkie są bardzo fajne i w formie. Na szczęście nie mam z nimi żadnych problemów zdrowotnych. Mam nadzieję, że będą wszystkie dobrze biegać już w tym sezonie.
K.R.: Jak wspomina Pan chwilę, w której zwyciężył Pan tysięczną gonitwę w karierze?
J.O.: To oczywiście coś niezapomnianego. Było to o tyle niezwykłe, że wygrywając pierwsze w mojej karierze Derby dostałem się zarazem do "Klubu Tysiąca". Zwycięstwo to odniosłem na koniu trenowanym przez Mieczysława Mełnickiego, ogierze Joung Islander, który jako pierwszy wychowanek stadniny Strzegom sięgnął po Błękitną Wstęgę. W karierze wygrałem praktycznie wszystko co było do wygrania na Służewcu, jestem jednym z niewielu, którzy wygrali ponad 1000 gonitw, a jedynym aktualnie jeżdżącym.
K.R.: Bardzo dziękujemy za wywiad, życzymy zdrowia i dalszych sukcesów.
J.O.: Dziękuję.
Komentuj
Uprzejmie dziękujemy za
pon., 01/09/2008 - 13:32 — AnonimUprzejmie dziękujemy za podpowiedź
redakcja wyscigi-konne.info