Strona głowna  |  Kontakt
Wyścigi konne
Serwis informacyjny o wyścigach konnych

"W pracę z koniem trzeba włożyć dużo serca" - wywiad z bardzo sympatycznym, walecznym i pracowitym Sergiejem Wasiutowem

Talent, świetna technika i doświadczenie to jego atuty. Bardzo trudno pokonać go w walce, potrafi perfekcyjnie pojechać w ważnych gonitwach. Sergiej Wasiutow już od paru lat jest w ścisłej czołówce warszawskich dżokei, w tym roku również powalczy o wysokie miejsce w rankingu jeźdźców. Już na wiosnę ścigał się z sukcesami na Węgrzech.

K.R.: Wygrałeś w ostatni weekend 6 wyścigów, jesteś w wyśmienitej formie. Czy spodziewałeś się tak udanej dwudniówki?

Sergiej Wasiutow: Tak, po cichu liczyłem, że uda się zwyciężyć w kilku wyścigach. Wygrałem tam, gdzie liczyłem swoje konie i udało się! Chciałem jeszcze powalczyć na Mikolinie i Kaverze, cóż, może następnym razem się uda.

K.R.: Jesteś jednym z najlepiej jeżdżących technicznie dżokei na torze. Gdzie uczyłeś się techniki jazdy? Jak zaczynałeś karierę?

S.W.: Jeździć zaczynałem w szkole sportowej w 1984r w Pitagorsku. Ta szkoła dała mi bardzo dużo. Nauczyłem się jeździć, uspokajać konie, współpracować z nimi. Później pracowałem w Pitagorsku jako stajenny i miałem okazję pracować razem z bardzo dobrym dżokejem Panchenko, znanym również w Warszawie. Obserwowałem jego technikę, korzystałem z jego wyścigowego doświadczenia. Był świetnym przyjacielem, udzielał mi wielu cennych porad. Do Polski, na Służewiec przybyłem w marcu 96r z końmi z Pitagorska na roczny kontrakt. Bardzo mi się tu spodobało i gdy skończył się kontrakt postanowiłem tu zostać.

K.R.: Jakie sukcesy najbardziej zapadły Ci w pamięć, które były dla Ciebie najważniejsze?

S.W.: Oczywiście wygrane na Tulipie w nagrodzie Prezesa Rady Ministrów i Wielkiej Warszawskiej. Zwycięstwo w Wielkiej Warszawskiej jest dla mnie najważniejszym sukcesem. Doskonale pamiętam też wygrane w Derby na Fedainie i w Oaks arabaskim.

K.R.: Na jakich koniach najbardziej lubisz jeździć?

S.W.: Bardzo cenię konie, które mają własny charakter. Początki treningu wtedy są bardzo trudne, ale gdy osiągnie się sukces dzięki ciężkiej, systematycznej pracy, to jest wielka satysfakcja i radość. Wspaniale jest włożyć w pracę nad koniem dużo serca i wysiłku, a potem obserwować dobre efekty treningu. Jednym z takich koni jest Dżenifer, która jest problematyczna, ma trudny charakter. Świetnie wspominam oczywiście Tulipę i Hipokratesa, którego dzierżawiłem. Jeździłem na nim na treningach, opiekowałem się nim, ale nie dosiadałem go w wyścigach. Zwyciężył on dwulatkiem 4 razy w czterech startach. Bardzo lubiłem Szantę (4m w Derby), teraz moją ulubienicą jest Orgia Fata. Uważam ją za doskonałą klacz, która ściga się z silnymi ogierami. Uwielbiam Rutena - jest dla mnie fajnym konikiem. Był specjalnie przygotowywany do Derby. Był zgłoszony również do biegu o błękitną wstęgę w Austrii, niestety po dobrym treningu i ostatnim galopie przed startem, dostał mięśniochwatu. Trzeba było go odstawić, żeby odpoczął i wyzdrowiał przez miesiąc. Jest to duży koń i ciężko było go doprowadzić do formy, więc był spokojnie menażowany. W pierwszym tegorocznym starcie, wyścig złożył się niepomyślnie dla Rutena . Była zdecydowanie zbyt szybka końcówka. W nagrodzie Iwna, również przy szybkich ostatnich ćwiartkach, już pokazał się z dobrej strony na finiszu. Jechałem wówczas blisko frontu, aby ogier mógł się rozpędzić. Wiedziałem już jak trzeba pojechać w Derby, żeby wygrać. Bardzo chciałem na nim pojechać. Doszedłem jednak do porozumienia z właścicielem, że pojedzie dżokej z zachodu, a ja będę na nim jeździł w treningu. Podpowiedziałem dżokejowi jak ma pojechać. Jirzi Palik wykonał to i wygrał. Postawił tym samym kropkę nad "i", tam gdzie ja miałem ją postawić. Bardzo się cieszę, że ten koń wygrał. Cała stajnia w niego wierzyła. Zarówno trener Dorota Kałuba, koniuszy pan Marek, Marcin, który poił go o każdej porze (Ruten pije wodę tylko z kubelka) oraz wszyscy pracownicy. Oczekujemy od ogiera kolejnych wielkich sukcesów.

K.R.: Pracowałeś w swojej karierze z kilkoma trenerami. Z kim współpraca układała Ci się najlepiej.

S.W.: Z Dorotą Kałubą. Świetnie się z nią pracuje, dobrze się rozumiemy, jest zawsze gotowa Cię wysłuchać, a gdy popełnisz błąd, spokojnie z Tobą porozmawia na osobności i udzieli dobrych rad.

K.R.: A których dżokei najbardziej doceniasz?

S.W.: Wszystkich cenię. Każdy ma inny styl jazdy, inną taktykę i technikę, ale najważniejsze, że każdy się stara, że każdy chce wygrać. Czasami ma się lepsze, czasami gorsze konie, ale trzeba walczyć o jak najlepsze miejsce. Za to należy ich szanować.

K.R.: Co chciałbyś, żeby się zmieniło w warszawskich wyścigach? Co mógłby jeszcze zapewnić organizator? S.W.: Bardzo brakuję mi dużego telebimu na torze. Wtedy publiczność nie chowała by się na trybunach, ale wychodziła na tor i kibicowała. Dla nas dżokeji byłaby to dodatkowa motywacja, żeby walczyć. Oprócz tego przydałyby się kolektury w całym kraju. Z relacjami na bieżąco na monitorach, tak aby ludzie widzieli wyścigi, konie i dżokejów "na żywo", a nie tylko jako numerki.

K.R.: Jakie masz plany na przyszłość?

S.W.: Najważniejsze są plany osobiste. Chcę być z Anią i mieć szczęśliwą rodzinę. K.R.: Dziękujemy za wywiad i życzymy kolejnych wygranych.

S.W.: Dziękuję.

.